Ważne, że masz wybór

  • 10.03.2016
  • Wizje
  • Krzysztof Bochnacki

U mnie ta fascynacja przejawia się w wielu aspektach. W plemiennych tatuażach, biżuterii, wystroju mieszkania, sposobie ubierania, kierunkach podróży – Marianna Stelmach o własnym, małym ekostystemie.

Marianna Stelmach

Krzysztof Bochnacki: Trudno jest zdobyć miniaturowe czaszki?

Marianna Stelmach: Zdobyć? Na szczęście żadne zwierzę nie ucierpiało. Czaszki od podstaw robię z masy polimerowej.

KB: Znaczy się sztuczne? Plastikowa czaszka jest trochę jak szklany paciorek… Czy nie byłoby lepiej wykorzystać prawdziwą kość?

MS: Nie jem zwierząt. Tym bardziej nie będę szukała myśliwego, który dostarczałby mi ich czaszek. Jest mi bardzo odległe wykorzystywanie innych istot dla własnej przyjemności. Co twórczego byłoby w zabiciu, obdarciu ze skóry i nawleczeniu na sznurek? W takim wypadku nie trzeba posiadać umiejętności artystycznych.
W moich naszyjnikach nie chodzi o trupa, o powieszenie na szyi czegoś, co kiedyś żyło. Chodzi o formę, o kształt. Czaszki ludzkie też mi się podobają. Mam szukać myśliwego?
Masa polimerowa to nie plastik. Czaszki nie są z odlewów. Każdą rzeźbię od podstaw. Każda jest inna.

Marianna Stelmach

KB: Przez stulecia człowiek wieszał na szyi kości tego, co upolował. Naturalna kość byłaby po prostu kontynuacją, uwspółcześnioną nieco, nie na tyle jednak, by być, poprzez tworzywa sztuczne, oderwaną od tradycji całkowicie.
Nie sądzisz, pomijając aspekt moralny procederu pozyskiwania kości, iż stosowanie sztucznych zamienników surowców nieco deprecjonuje tę sztukę?

MS: Uważasz, że rodzaj tworzywa odrywa od tradycji? Ja bym powiedziała, że ewoluuje, zmienia i udoskonala. Nadal będąc przy podstawie uwiązanym do tradycji. Dzięki zamiennikom nie muszę zabijać. Zabijać po to, żeby ozdobić – to dość egoistyczne i samolubne. Pytasz, czy rezygnacja z sadyzmu deprecjonuje sztukę? Odpowiem, że ją uwzniośla.

Teraz ludzie nie muszą polować. Mają fabryki, które za nich hodują, zabijają, przetwarzają, pakują w plastik. Czasami nie wiedzą jakie jedzą zwierzę. Nie muszą obwieszać się kośćmi, żeby pokazywać swoją waleczność, umiejętność przetrwania. Może obwieszą się styropianowymi podstawkami od mięsa?

Dla mnie moje naszyjniki to trochę taka tęsknota za życiem, które byłoby bardziej pierwotne, prymitywne. Nie zrozum mnie źle – uważam, że cywilizacja ma bardzo wiele pozytywnych aspektów i nie chciałabym z nich zrezygnować. Ulepszyłabym je.

Marianna Stelmach

KB: Rzekłbym, że ozdoby ciała, były zawsze zwieńczeniem procesu zdobywania pożywienia, niejako nagrodą za włożony trud i poświęcenie. Nie zabijano przecież dla samego zabijania. Dopiero współczesny człowiek, który jak sama powiedziałaś, ma 'fabryki' do produkcji żywności, więc nie musi jej zdobywać, wpadł na pomysł, że można zabić zwierzę tylko po to, by uzyskać materiał na ozdoby.
Mimo to, stoję na stanowisku, że rodzaj tworzywa jest kluczowy, jeśli chodzi o biżuterię. Ma przecież znaczenie, choćby czysto materialne, czy surowiec jest ogólnodostępny czy jest rzadkością. Inaczej wygląda naszyjnik ze styropianowych tacek, inaczej z drogocennych, rzadkich kamieni.

Mówisz, że tęsknisz za życiem prymitywnym. Czy jednak nie jest tak, że żyjąc prymitywnie, nie miałabyś dostępu do tworzyw, którymi możesz zastąpić trudnozdobywalne etycznie materiały naturalne?

MS: Czyli rozwinąłeś to, co już powiedziałam przy poprzednim pytaniu, mówiąc o umiejętnościach przetrwania. Kiedyś zabijało się, aby przeżyć. A człowiek przy swojej marnej fizyczności miał prawo obwieszać się odznakami (szkieletami), gdy udało mu się własnoręcznie pokonać wielkie, wielokroć sprawniejsze od niego zwierzę. Teraz uważam, nie mamy takiego prawa. Mamy hipermarkety dostępne cały rok. Pokarmy roślinne możesz kupować 365 dni w roku. Ale tu już zaczyna się temat wege kontra mięsożercy, który jak wiadomo można ciągnąć w nieskończoność.

Co do surowców. Jeżeli porównujemy tani odlew z metalu imitujący np. złoty naszyjnik i ów naszyjnik ze złota, to jak najbardziej materiał ma znaczenie. Jeżeli porównujemy trupa z misternie wyrzeźbioną formą, to już Twój wybór co wolisz kupić. Ważne, że masz wybór.
Myślę, że to także odpowiedź na pytanie dotyczące dostępu do tworzyw.

Marianna Stelmach

KB: Masz rację. Nie będziemy wchodzić w spór ideologiczny, wrócimy do biżuterii.
Powiedziałaś, że jest to przejaw tęsknoty za prymitywnym, pierwotnym życiem. Zastanawiam się… i wychodzi na to, że jestem na wskroś nowoczesny, nie umiem wskazać za czym mógłbym tęsknić.
Tęsknotę za czym wyraża więc Twoja biżuteria?

MS: U mnie ta „tęsknota”, na ile oczywiście można tęsknić za czymś, czego się naprawdę nie poznało, fascynacja przejawia się w wielu aspektach. W plemiennych tatuażach, biżuterii, wystroju mieszkania, sposobie ubierania, kierunkach podróży… Próbuję sobie stworzyć taki własny, mały ekosystem.

Za czym tęsknię? Nie da się tego opisać w kilku słowach. Mam wrażenie, że ten prymitywizm był bardziej prawdziwy niż to, co mamy teraz. Gdy zabijałeś żeby zjeść, to wiedziałeś co to znaczy. Twoje ciało było prawdziwe, mówiło kim jesteś i jaką masz historię. Cykl dnia podporządkowywałeś słońcu, ubiór pogodzie. Nie mieszkałeś w betonie. Oddychałeś czystym powietrzem. Chodziłeś stopami po trawie. Pokarm odżywiał, a nie truł.

Cywilizację w dużej mierze widzę jako wyzysk. Wyzysk planety, zwierząt, ludzi. Ale ma też dobre aspekty i na nich staram się skupiać. Fascynują mnie np. nowe projekty architektoniczne – budowle na wzór żywych organizmów, samowystarczalne, przyjazne środowisku. Widzę w nich idealne pogodzenie części tego, czego mi brakuje i tego, bez czego nie potrafiłabym już żyć, a co dała cywilizacja.

Biżuterię Marianny Stelmach, można kupić w sklepie Las rąk w Warszawie na Chmielnej.

Marianna Stelmach aka Vuzel

Marianna Stelmach, fot. Agnieszka Puczyńska
fot. Agnieszka Puczyńska

Urodzona w Warszawie. Skończyła liceum jubilerskie, studiowała socjologię oraz terapię ruchową. Aktualnie studiuje w Instytucie Edukacji Artystycznej na specjalizacji rzeźbiarskiej, przygotowuje się do dyplomu.
Od 2009 roku zajmuje się digital paintingiem. Jest samoukiem, rysuje z zamiłowania. Brała udział w kilku wystawach w Polsce i na świecie. Jej prace można kupić wydrukowane na płótnach, ale także jako nadruki na ubraniach.

Strona internetowa: vuzel.deviantart.com/gallery

Krzysztof Bochnacki

Krzysztof Bochnacki

Czasem coś napisze, czasem kogoś o coś zapyta.

Współpraca

Piszesz? Fotografujesz? Malujesz? Rysujesz?
Może projektujesz to i owo?

Daj się zauważyć!

Wystawa, wykład? Happening, konkurs?
Targi branżowe lub konferencja?

Dzieje się i nikt o tym nie wie?
Napisz do nas.