Czy artysta może być bogaty?

Każdy parający się twórczością na szerszą skalę, chciałby zarabiać chociaż tyle, by wystarczyło do kolejnego miesiąca. Optymalnie – otrzymać za swoją twórczość adekwatne do oczekiwań wynagrodzenie. Marzeniem jest osiągać kwoty jakie osiąga Hirst, rzędu kilkunastu tysięcy funtów. Tylko jak? Na rynku sztuki, jak na każdym rynku – bez dobrego menadżera ani rusz. Tyle, że tu menadżera nazywa się ładniej – marszandem.

Zazwyczaj uznanie przychodzi po wielu latach pracy. Kariera nabierająca tempa jest efektem działań nie tylko samego malarza, a zespołu ludzi. Ludzi, którzy znają się lepiej na zarządzaniu, inwestowaniu, promowaniu. Kilka rzeczy jest pewnych. Jedną z nich jest na pewno łańcuch osób, które doradzą lub przynajmniej przedstawią innym. Trzeba dostosować się do rynku (czyli oczekiwań klienta) i robić wokół siebie pozytywny szum. Nie mówiąc już o takich truizmach jak łatwość nawiązywania kontaktów czy szeroko pojęta estetyka swoich prac, choć ostatnie lata zdają się podważać kwestię piękna w eksponowanych dziełach.

Gertrude Stein, Pablo Picasso, 1905-6
Gertrude Stein, Pablo Picasso, 1905-6

Historia pokazuje, że odbijający się do dzisiaj czkawką stereotyp artysty biednego, niedocenianego i wykorzystywanego ma swoje korzenie w romantyzmie i późnym XIX w. Swój udział w utrwaleniu tego schematu ma obecne szkolnictwo, które przedstawia poetów, jakby mieli się zajmować ino pisaniem. Jakby mieli za swe utwory otrzymywać nie tylko uznanie, ale i regularne pensje od wydawców. Guzik. Wielu z nich wydawało na własny koszt. Słowacki przez kilka lat był urzędnikiem a Mickiewicz nauczycielem i tłumaczem. Z malarstwa lubimy impresjonistów, prawda? Obdarzając ich atencją niejako czujemy się usprawiedliwieni i uspokajamy wyrzuty sumienia. A tymczasem część z nich żyła na utrzymaniu krewnych. Bo byli wtedy prekursorami, bezkompromisowymi buntownikami. Skrajnym przypadkiem jest van Gogh. Interesującym exemplum są losy Rembrandta zaczynającego z wysokiego C a kończącego, no właśnie...

Na drugim biegunie są Rubens i współpracownik van Dyck – najlepsze przykłady malarskiego sukcesu na całe życie. Od początku dbali o wizerunek, nosząc się w dobrych tkaninach i otaczając służbą, jak wspomina z lekką dezaprobatą Giovano Pietro Bellori. Uładzone maniery, erudycja… z takim malarzem można było się pokazać na dworze króla nie ryzykując wstydem. Dobre wrażenie wywołane image'm okazało się efektywniejsze niż bezkompromisowa i lekko abnegacka postawa Caravaggia. Łatwość nawiązywania kontaktów, czyli to co nazywa się dzisiaj kompetencjami miękkimi, mieli na poziomie. Rubens był tak skuteczny (i równolegle bardzo pracowity), że otworzył wielką pracownię, przez którą przewinęło się wielu innych słynnych malarzy. Jak bardzo intensywna była tam praca, niech świadczy liczba obrazów, chociaż niektórzy mówią, że prowadził manufakturę a nie pracownię. Inna sprawa, że stał się też zaufanym członkiem wielu delegacji dyplomatycznych. Z czegoś wynikają te piękne portrety książąt, hrabiów, którzy w burzliwej historii Flamandii odgrywali wielką rolę. A ci między sobą polecali malarza, który w ten sposób poszerzał krąg kontaktów, nie tylko biznesowych.

Nader dobitnym przykładem są artyści mniej i bardziej współcześni. Picasso klepał biedę dopóki nie spotkał Gertrudy Stein. Pisarka miała brata Leona, który był krytykiem sztuki a ich wspólną pasją było zbieranie dzieł tej najnowszej. Przedstawili Picassa autorytetowi w środowisku malarzy: Matissowi oraz siostrom Cone – majętnym kolekcjonerkom z USA, zaś kilka lat później Danielowi-Henry'emu Kahnweilerowi – czołowemu marszandowi lat dwudziestych we Francji. Utrzymując kontakty z nimi i przyjaciółmi z Montmarte, zwłaszcza literatami budującymi słowem pisanym renomę, było łatwiej podbijać świat. To właśnie o Kahnweilerze pisał Picasso, pytając: „Co byłoby z nami, gdyby Kahnweiler nie miał zmysłu biznesowego?”

Saatchi Gallery
The Saatchi Gallery, fot. C. G. P. Grey, CC BY 2.0

Podając przykład dużo bardziej współczesny, jakim jest wysadzany brylantami odlew czaszki, należy się zastanowić, skąd autor miał na nie środki. Bez wsparcia Damien Hirst nie stworzyłby tak ekscentrycznych dzieł jak rekin w formalinie. W jego przypadku, i grupki innych twórców, określanych mianem Young British Artist (w skrócie YBA) wielką rolę odegrał Charles Saatchi – potentat branży reklamowej z niepohamowanym pociągiem do sztuki nowoczesnej. Kwestią otwartą jest czy Saatchi jako pierwszy poznał się na wartości dzieł Hirsta czy on sam dopiero wypromował, wykreował go jako artystę. A potrafi kreować tak jak kreował hasła reklamowe dla m.in. brytyjskich linii lotniczych. Złośliwi mówią, że to Saatchi stał się artystą kreującym dzieło skomercjalizowanego rynku sztuki czyli samego Hirsta jako markę.

Patrząc na powyższe i na pytanie czy artysta może być bogaty, można odpowiedzieć, że owszem może, o ile marszand też jest, zaś sam artysta potrafi dokonać autokreacji.

Partnerzy serwisu

  • Galeria 81 stopni