How high?

  • 21.10.2016
  • Zapiski
  • Julia R. Ziółkowska

Artyści, kasta uprzywilejowana. Czy aby na pewno? Co zresztą stanowi o tych przywilejach? Kiedy obcy ludzie na ulicy mówią ci „dzień dobry” jest to na pewno miłe uczucie, choć czasami ma się wrażenie, że mylą nas z kimś innym. Sława jest czymś ulotnym, niemierzalnym w żadnym sensie. Bo chyba nie świadczy o klasie jakaś liczba „lajków”…

Jak wejść do Towarzystwa? Czy są jakieś cechy pozwalające zaistnieć?
Wiadomo, że w świecie oprócz sławy liczą się pieniądze. Często sztukę uprawia się obok pracy zarobkowej, a artyści działający na polach dla nich ważnych, są często zmuszeni do działania w dziedzinach ich wysokich lotom obcych, muzycy pracują dla komercyjnych produkcji filmowych, aktorzy w reklamie, malarze jako dekoratorzy lub wykonawcy sprzedajnych portrecików. Czyli dla mainstreamu.

Kłopoty bywają ze znalezieniem zleceniodawców, swoją drogę zawodową buduje się latami, zostawiając mniejsze przestrzenie dla swojej „prywatnej” ekspresji. Statystyki mówią, że większość artystów tworzy tak naprawdę w podziemiu. Jakość sztuki nie idzie w parze ze sławą i pieniędzmi. Na wielu poziomach dajemy się zwieść komercji. Przykładem są nie tylko celebryci, ale także sztuka zaliczana do wyższych. Po boomie na Sasnala zaczęły pojawiać się masowo obrazy w tym nurcie. Dlaczego artyści nie idą własną drogą, tylko kopiują znane wzorce, podczepiają się do czyjejś sławy, stylu, nurtów sprzedawalnych w galeriach, często tworząc prace wtórne o tematyce dyktowanej przez mody? PR jest rzeczą trudną. Rozpoczynając karierę często ma się nadzieję, że ktoś zauważy, doceni, ba, kupi…

Pół biedy gdy obserwuje się artystę tworzącego niegdyś w nurcie progresywnego rocka, teraz tworzącego kawałki jak z Las Vegas. Każdy na starość robi się sentymentalny, czasem wraca do korzeni. Ozzy Osbourne znany z wyczynów takich jak odgryzanie głów na scenie żywym nietoperzom, sprzedał swoją prywatność tworząc… rodzinne reality show.

Aby powstała sztuka, film, spektakl, opera, potrzebne są pieniądze. Aby mieć pieniądze potrzebni są sponsorzy. Ich pozyskiwanie to właśnie trudna sztuka PR-u. Gdy nie masz przebicia, ktoś zapłaci ci za wyprodukowanie kolejnej tandety lub skończy się na pokazie w małej salce w domu kultury.
Na wielkie sceny i ekrany wchodzą najczęściej rzeczy komercyjne, czasem błyśnie jak kometa film Lecha Majewskiego.

Tak samo rzecz ma się, niestety ze sztuką wyższą. Kogo promuje się w najgorętszych galeriach sztuki nowoczesnej? To niestety polityka kulturalna, zależna od koniunktury. Do bólu wszędzie przesyt sztuki zaangażowanej, ekologii, manifestów antywojennych, małych społeczności, Holokaustu, religijno-antyreligijnych nawiązań, rzeczy ważnych, ale czy o nich powinna traktować sztuka?
PR to biznes, polityka, znajomi znajomych, których poznaje się na imprezach mniejszej lub większej rangi. Zblaz. Znacie to? A co z estetycznym dosytem? Czy mamy szansę na poczucie sensu tylko raz na kwartał?

I dla kogo tworzy się tę sztukę? Gdzie jest publiczność? Czy świat składa się już tylko z płytko wykształconych pseudokoneserów i średniej jakości inteligentów, w dodatku bardzo agresywnych? Jak łatwo wyrwać pawiowi pióra z ogona…
Za dużo pytań. Za mało odpowiedzi. Za mało sensu. Za dużo agresji.

Czy widzieliście kiedyś sławnego poetę?

Julia R. Ziółkowska

Julia R. Ziółkowska

Blogerka, youtuberka, poetka.

Współpraca

Piszesz? Fotografujesz? Malujesz? Rysujesz?
Może projektujesz to i owo?

Daj się zauważyć!

Wystawa, wykład? Happening, konkurs?
Targi branżowe lub konferencja?

Dzieje się i nikt o tym nie wie?
Napisz do nas.