Identyfikacja, czyli co jest czym?

Nazewnictwo plików wynikowych to temat, którym nikt się nie przejmuje. Tymczasem uporządkowanie tego pozornie drugorzędnego obszaru sprawia, że wzajemne relacje pomiędzy klientem a drukarnią przebiegają znacznie prościej, łatwiej i przyjemniej. Zarówno zbyt wielki luz, jak i nadmierny rygor prowadzą jednak w ślepą uliczkę. Kto ma dorastające dzieci wie o tym najlepiej, a kto ich nie ma, niech sobie przypomni jak sam dorastał.

Pomiędzy skrajnościami

Fragment emaila otrzymanego od klienta:
Grafik wyjechał na urlop, a ja nie bardzo orientuję się gdzie on co ma, więc na wszelki wypadek posyłam Państwu wszystko, co znalazłam. Praca jest na pewno gotowa, więc proszę wybrać sobie to, co się Wam przyda.

Fragment regulaminu pewnej znanej drukarni:
Nazwa pliku przesyłanego do druku winna składać się z szesnastu znaków bez polskich liter, oddzielonych podkreślnikami. Zabrania się używania (...), a struktura nazwy powinna wyglądać następująco: qqqq_xxxx_yyyy_zzzz, gdzie poszczególne znaki oznaczają (…). Pliki nazywane inaczej będą automatycznie odrzucane przez system(…). Za konsekwencję błędów w nazwach plików nie ponosimy odpowiedzialności.

Pomiędzy tymi skrajnymi sytuacjami, których wymowy i absurdu nie muszę przecież omawiać, jest cała tak zwana zdroworozsądkowa normalność, o której poniżej.

ISO nie gryzie

ISOwska zasada identyfikacji i identyfikowalności, w przełożeniu na „normalny” język oznacza tylko albo aż to, że na każdym etapie procesu realizacji wyrobu, nie może być wątpliwości, co jest co? Aby to było możliwe winien istnieć ujednolicony i czytelny system nazewnictwa. Może on wyglądać następująco:

Nazwa folderu w którym znajdują się pliki określa klienta, rodzaj publikacji i nr zlecenia
- np. KOWALSKI_ULOTKA_ZLECENIE 1322/2011

Nazwy podfolderów – określają przeznaczenie plików
- np. DO DRUKU, PODGLĄDY, MASKI

Nazwy plików – określają części publikacji
- np. OKŁADKA, SRODEK, WKŁADKA.

Prefiks w nazwie pliku - oznacza kolejny numer w ramach danej części
- np. 001_środek, 430_środek, 01_okladka, 02_okladka...

Myląca jest dla drukarni sytuacja, kiedy grafik w nazwach plików pozostawia informacje pochodzące z etapów pracy ze swoim klientem końcowym. Na przykład wysyłając do zatwierdzenia okładkę nazwał plik "okładka-do zatwierdzenia".

Dobrze jest aby nie łączyć w jednym pliku paru części publikacji, natomiast w ramach danej części, nie ma znaczenia czy dostarczymy jeden wielostronicowy pdf, czy też osobny pdf dla każdej strony. Ważne jest natomiast, aby prefiks w nazwie pliku miał zawsze tyle samo cyfr. Niepomiernie ułatwia to właściwe sortowanie. Tak więc strona pierwsza będzie miała prefix "01" przy 99 stronach publikacji, a "001" jeśli publikacja przekroczy 99.

Identyfikacja, czyli co jest czym?
fot. Andy Barrass, www.sxc.hu

Wersje

Bywa, że po przesłaniu plików do druku, zachodzi potrzeba wprowadzenia poprawki (oby tylko jednej) i ponownego ich wysłania. Zachowując ustalone zasady nazewnictwa, oznaczajmy te poprawione pliki w sposób umożliwiający ich łatwą identyfikację. Można do nazwy na koniec dodać słowo: "_pop", "ver2" (rekordziści wśród naszych klientów używali już znacznika "ver6").

Myląca jest natomiast dla drukarni sytuacja, kiedy grafik w nazwach plików pozostawia informacje pochodzące z etapów pracy ze swoim klientem końcowym. Na przykład wysyłając do zatwierdzenia okładkę nazwał plik "okładka-do zatwierdzenia". Kiedy klient ją zatwierdził, grafik przekierował plik do drukarni, a na kontrolingu mamy zagwozdkę: jakie jest przeznaczenie pliku "do zatwierdzenia" i kto z nas mógłby to uczynić.

Kłopoty z liczeniem

Pozostając w obszarze cyfr i liczb, czas na dwa aksjomaty albo jak kto woli dogmaty poligraficzne.

Każda okładka (z grzbietem czy bez) ma cztery strony a nie dwie!!!

Środek książki, katalogu, czasopisma i każdego innego wydawnictwa złożonego (czyli posiadającego okładkę i tzw. wkład), zaczyna się od numeru jeden, a nie od numeru trzy!!!.

Do druku dostarczajcie wyłącznie pojedyncze strony publikacji, dbając jedynie o prawidłowe spady i jednorodne wymiary, a resztę pozostawcie procesowi impozycji.

Uwzględnienie tych „prawd objawionych” już na etapie zapytań kalkulacyjnych uchroni nas przed wieloma nieporozumieniami. Bywa, iż klient wypełniając formularz, w pozycji „kolory okładki” wpisuje 4+4 lub CMYK+CMYK, gdy tymczasem okładka jego książki ma kolorystykę 4+0, wewnętrzne jej strony (2 i 3) są bowiem bez zadruku, a kolor występuje na stronach zewnętrznych (1 i 4). Podobny zamęt występuje przy podawaniu ogólnej liczby stron publikacji książkowej. Jedni w tym rachunku uwzględniają okładkę, inni nie. Odwołanie się do dogmatu nr 2 sprowadza błądzących na właściwą drogę, a nas wreszcie wyprowadza z tej nudnej krainy liczb i rachunków, ku radosnemu „parowaniu stron”.

To do tanga trzeba dwojga...

W czasach montażu ręcznego z filmów, naświetlanie stron odpowiednimi parami było dla pań montażystek wielkim udogodnieniem. Do dziś pamiętam poprzyklejane do obrzeży monitora ściągi z listami najczęściej stosowanych parowań. Obecnie przy montażu elektronicznym, można taką „przysługą” więcej sobie zaszkodzić niż pozyskać sympatii. Tym bardziej egzotyczne wydają się być przypadki przesyłania do druku par „widzących się” stron, które w publikacji występują obok siebie, np. 2 i 3, 4 i 5 itd. No, ale życie byłoby nudne bez takich dowcipnisi.

Jednym słowem, do druku dostarczajcie wyłącznie pojedyncze strony publikacji, dbając jedynie o prawidłowe spady i jednorodne wymiary, a resztę pozostawcie procesowi impozycji.

Jednym z nielicznych wyjątków od reguły jest plik z okładką. Zważywszy, w zasadzie, na stałą konstrukcję tej części publikacji, dopuszcza się, a nawet zaleca, aby już na etapie projektowania łączyć strony 4 i 1 oraz 2 i 3 (plus grzbiet jeśli jest). Nie zawsze jest to rozwiązanie optymalne, ale zagadnienie prawidłowego przygotowania do druku książek i „wyrobów książkopodobnych” będziemy omawiać w osobnym odcinku Chochlika.

Z chochlikowym pozdrowieniem

 

Od redakcji
Materiał pierwotnie opublikowany na stronie chochlikdrukarski.com.pl, udostępniony Graffusowi dzięki uprzejmości autora.

Andrzej Gołąb

Andrzej Gołąb

20 lat w poligrafii, w obszarze
prepressu i zarządzania.
Od 16 lat zatrudniony w Centrum Usług Drukarskich Henryk Miler (CUD) – www.cuddruk.pl.
Stanowisko: Pełnomocnik ds. Systemów Zarządzania Jakością.

Prowadzi projekt pn „Chochlik drukarski - pogotowie poligraficzne". Bezinteresowna inicjatywa edukacyjna, której głównym celem jest dzielenie się przez internet wiedzą i doświadczeniem z zakresu szeroko pojętej poligrafii, typografii, grafiki,  designu i edytorstwa. "Chochlik drukarski" jest ideą opartą na prostej mądrości mówiącej, iż dzielenie się tym, co się posiada skutkuje jeszcze obfitszym otrzymywaniem.

Strona internetowa:
www.chochlikdrukarski.com.pl

Współpraca

Piszesz? Fotografujesz? Malujesz? Rysujesz?
Może projektujesz to i owo?

Daj się zauważyć!

Wystawa, wykład? Happening, konkurs?
Targi branżowe lub konferencja?

Dzieje się i nikt o tym nie wie?
Napisz do nas.