Trawnik na dachu

  • 02.02.2017
  • Zapiski
  • Jerzy S. Tarłowski

W latach 70. XX wieku Agnieszka Osiecka napisała piosenkę Zielono mi. Zapewne w najśmielszych snach nie przypuszczała, że w kolejnym stuleciu zielone staną się ulice, place, bazary, styl życia, a nawet domy. Prawdopodobnie nie mogła również przewidzieć tego, że jedną z głównych, współczesnych atrakcji jej rodzinnego miasta będzie zielona biblioteka. Czy gdyby miała taką wiedzę, Andrzej Dąbrowski śpiewałby o nieco innych rzeczach?

Jednym z głównych tematów debaty publicznej ostatnich miesięcy jest jakość powietrza na terenie RP. Odkrycie, że niewielka miejscowość pod Krakowem ma gorsze powietrze niż wielomilionowa azjatycka stolica, z pewnością dla niektórych mogło stanowić szok. Za taką sytuację odpowiadają – brak polityki przestrzennej, która jest przecież nikomu niepotrzebna oraz wynikająca z obecności brudzących samochody ptaków wycinka drzew. Do tego dochodzi niezwykle modna tej zimy mieszanka opałowa – węgla z kaloszem. Jakby tego było mało, obywatele RP w trosce o środowisko i stan portfela, bardzo chętnie korzystają z samochodów osobowych. W dniu, gdy ogłoszono alarm smogowy w Warszawie, reporterzy RMF FM utknęli w gigantycznym korku. Wiadomo przecież, że jazda komunikacją miejską w tłumie ludzi, pewnym jednostkom nie przystoi. Mimo to, nielicznych obchodzi fakt, że jest to jedna z wielu przyczyn występowania smogu. Jak na razie nikt nie powołał komisji w celu wyjaśnienia, czy to Kowalski, czy może Nowak odpowiada za tę mgłę o brzydkim zapachu. Jednak te mgliste, ponure dni obfitowały w rozkwit dyskusji na temat zrównoważonego rozwoju i sposobów na to, by betonowa dżungla stała się bardziej ekologiczna. Najciekawszym remedium na smog i zmiany klimatyczne na terenie dużych miast jest zielone budownictwo. Idea ta zrodziła się pod koniec XX wieku i jest konsekwencją mody na rewitalizację. Według założeń, ten typ architektury ma wykorzystywać jak najmniejsze ilości zasobów naturalnych. Wnętrza mają posiadać odpowiednie warunki klimatyczne, a materiały wykorzystane do budowy stanowić reprezentację tego, co występuje w lokalnym krajobrazie. Zatopione w zieleni budynki nie tylko pochłaniają szkodliwy dla nas dwutlenek węgla, ale i uliczny hałas. Konsekwencją architektury odpowiedzialnej ekologicznie są realizacje takie jak np. budynek Vegitecture w Barcelonie, wieżowce Bosco Verticale w Miediolanie, czy Flover Tower w Paryżu. Kolejny tego typu gmach ma stanąć w szwajcarskiej Lozannie. Przy czym warto wspomnieć, że nie będzie to pierwszy tego typu projekt w tym kraju. W 2010 roku w Raperswil-Jona otwarto Muzeum Drzew. Instytucja została zrealizowana w celu ekspozycji kolekcji drzew, znanego projektanta ogrodów i architekta Enzo Enei. Oczywiście ze względu na specyfikę zbiorów instytucja została zaprojektowana jako muzeum-ogród. Idea wznoszenia architektury odpowiedzialnej społecznie jest również dość popularna we francuskim budownictwie socjalnym.

Trawnik na dachu, fot. Jerzy S. Tarłowski
fot. Jerzy S. Tarłowski

Polską odpowiedzią na trend są nieliczne projekty instytucji publicznych oraz gigantyczne, betonowe blokowiska, lokalizowane na dawnych polach kapusty i podmiejskich sadach. Szczęśliwie, mimo narodowej miłości do betonu, posiadamy projektantów tworzących w duchu powyższego trendu. Najbardziej znanym wciąż pozostaje architekt Marek Budzyński. To właśnie on zaprojektował słynny gmach Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego, siedzibę Sądu Najwyższego przy Placu Krasińskich oraz budynek Opery i Filharmonii Podlaskiej.

W listopadzie ubiegłego roku uczestniczył on w zorganizowanej przez Instytut Francuski w Warszawie, konferencji pt. Architektura, kultura i zrównoważony rozwój. Kwestia życia. Podczas tego wydarzenia można było zestawić jego doświadczenia z empirią francuskiego projektanta Philippe'a Madeca. Za szczególnie interesujący fragment tamtej konferencji należy uznać panel dyskusyjny. Liczne wypowiedzi uczestników wskazały na to, jak dużym problemem jest brak odpowiedniej polityki przestrzennej w polskich miastach. Parki, skwery i lasy znikają, a budynki sięgają gwiazd.

Z pewnością zielone budynki w jakimś stopniu mogłyby zniwelować negatywne skutki chaotycznej rozbudowy miast. Tylko, czy w kraju, w którym pnącza zrywa się ze ścian z powodu wspinających się po nich szczurów, drzewa ścina ze względu na brudzące samochody ptaki, tego typu architektura ma jakiekolwiek szanse? Patrząc na obecne praktyki, raczej zastanowiłbym się nad tym, czy aby zieleń ze ścian czy dachów szybko nie zaczęłaby się zmieniać w pustynię betonu i blacho-dachówki.

Jerzy S. Tarłowski

Jerzy S. Tarłowski

Muzeolog, kulturoznawca.
Miłośnik architektury i historii Warszawy.

W wolnych chwilach społecznik, podróżnik, plastyk i bloger.
Absolwent UKSW.

Strona internetowa
sztukaterra.blogspot.com

Współpraca

Piszesz? Fotografujesz? Malujesz? Rysujesz?
Może projektujesz to i owo?

Daj się zauważyć!

Wystawa, wykład? Happening, konkurs?
Targi branżowe lub konferencja?

Dzieje się i nikt o tym nie wie?
Napisz do nas.